Może kiedyś po latach |
Ostatnio dodane
Logowanie
| Nie chciała robociarza |
|
|
|
| Prace archiwalne | |||
| Wpisany przez "Romantyk" | |||
|
Podczas pobytu w Gliwicach pracowałem w przedsiębiorstwie budowlanym. Moim domem był wówczas hotel robotniczy. Nie wiem, czy ktoś, kto nie mieszkał w takim hotelu, w którym każdy mieszkaniec przywędrował z innej części kraju i ma maksimum podstawowe wykształcenie, zdaje sobie sprawę, jakie warunki i zwyczaje tam panują. W takim otoczeniu poznawałem miłość, ale jakże odmienną od tej, jaką sobie wyobrażałem, o której czytałem i marzyłem. Słowo „miłość" tam nie istniało, zastępował je żargon kilku słów, używanych przez typy spod ciemnej gwiazdy. Kilka wymiętych dziewcząt z podkrążonymi oczami, opary alkoholu, dzikie wrzaski, a dopiero potem cisza, przerywana już tylko szeptami i skrzypieniem łóżek. To była „miłość", którą poznałem, i wówczas zacząłem tęsknić za miłością czystą, wzniosła, opiewaną przez pisarzy i poetów, oglądaną na ekranach kin. Uciekałem z hotelu, włóczyłem się po ulicach, chodziłem do kina, aby nie widzieć i nie słyszeć tego, co tam się działo. Tak minął rok. Przyjechałem na urlop do rodzinnego domu. Był grudzień, święta Bożego Narodzenia, ferie świąteczne w szkołach. Do rodzin zjechali się wszyscy koledzy i koleżanki uczący się w różnych szkołach. Urządziliśmy wspólnie prywatkę i właśnie wtedy stało się — zakochałem się, jak to mówią, po uszy. Ona była moją koleżanką ze szkoły podstawowej, lecz przez ten czas, gdy jej nie widziałem, zmieniła się bardzo. Stała się dziewczyną przyjemną, wesołą, zalotną, tryskającą humorem. Patrzyłem na nią i myślałem: „Ta albo żadna. Muszę zdobyć jej względy". Gdy z nią tańczyłem, plątały mi się nogi, pociły ręce, czerwieniłem się, gdy mocniej przytuliła się do mnie. Byłem wtedy wstydliwy, drżałem, aby nie ośmieszyć się przed nią jakimś nietaktownym gestem lub słowem. Moja głowa była pełna słów, wyznań, myśli kłębiły się, lecz nie mogłem nic z siebie wykrztusić. Prywatka skończyła się, odprowadziłem ją do domu i umówiłem się na następny dzień. Długo nie usnąłem tej nocy. Czy to jest miłość, ideał mych marzeń i snów? Byłem przekonany, że tak. Spotykaliśmy się teraz codziennie, stopniowo zacząłem czuć się w jej obecności swobodniej. Dużo dyskutowaliśmy na różne tematy, chciałem wszystko o niej wiedzieć, o jej nauce, towarzystwie. Zwierzałem się ze swych przygód, osiągnięć i rozczarowań. Nie wiem, jak doszło do pierwszych uścisków, pocałunków, z początku przelotnych, potem namiętnych, od których traciłem głowę. Jej pierwszej powiedziałem „Kocham cię". Nic nie odpowiedziała, tylko uśmiech zaigrał na jej twarzy, spuściła oczy i zamyśliła się. Te dwa słowa podziałały na nią nie tak, jak chciałem, stała się bardziej poważna i zamyślona. Chciałem mówić, jak bardzo ją kocham, że tylko ona, że wszystko dla niej uczynię, ale nie mogłem. Na drugi dzień, siedząc w pędzącym pociągu, zastanawiałem się, planowałem, rozmyślałem. „Ach, jak to byłoby pięknie — mały domek lub mieszkanko w nowym bloku, wieczór, cicha muzyka płynąca z radia i my we dwoje... Dlaczego ci ludzie się kłócą, że ktoś kogoś potrącił, nadepnął na nogę, przecież pociąg jest ciasny, trzeba być wyrozumiałym. My nigdy byśmy się nie kłócili, człowiek żyje tak krótko, tyle musi pokonać trudności, po co się gniewać, po co kłócić, nie lepiej mieć uśmiech na ustach i miłe słowa dla każdego. Czy ona mnie kocha? Dlaczego milczała i uśmiechała się tak jakoś dziwnie? A może śmiała się z moich wyznań, może nie wierzy w moje uczucia? Dlaczego właśnie ją wybrałem? Jest ładna, ma duże niebieskie oczy, blond włosy, jest bardzo zgrabna, miła, zdolna. Zdolna — skończy technikum, potem wyższe studia i nie zechce na mnie spojrzeć — myślałem. — Nie, to niemożliwe, muszę coś zrobić, musi być moją". Pociąg zatrzymał się, spojrzałem w okno i byłem bardzo zdziwiony, że tak szybko przyjechałem na miejsce. Wyskoczyłem na peron, na którym leżał śnieg zmieszany z błotem. Poszedłem pieszo do tego wstrętnego hotelu, w którym wegetowałem od roku. Idąc myślałem: „Muszę się stąd wydostać, mam tego wszystkiego dość. Muszę być bliżej niej, widywać ją częściej". Na drugi dzień znów trzeba było rano wstać, włożyć ubrudzone żółtą gliną drelichowe ubranie i stale wilgotne, gumowe buty, a potem iść przez las dwa kilometry do pracy, na budowie. Pracowałem w głębokim, sięgającym ośmiu metrów wykopie, wąskim i mokrym; kopałem gliniastą ziemię pomieszaną z kamieniami. Szpadel zgrzytał, wyginał się, a ziemi ciągle było dużo, wykop pogłębiał się wolno. Ręce poodgniatane, popękane od chłodu i wilgoci piekły niemiłosiernie. Mięśnie naprężały się rytmicznie, tężały, stawały się twarde jak drewno, a w całym ciele odczuwałem jeden tępy ból. Tak mijały dni przy ciężkiej pracy, w tęsknocie do ukochanej dziewczyny. Pisałem do niej długie listy, raczej koleżeńskie, górnolotnych słów i wyznań unikałem. Zdawało mi się, że czytając je będzie się znów uśmiechać. Na wiosnę zachorowałem na grypę, którą zlekceważyłem. Ta lekkomyślność kosztowała mnie dwa miesiące pobytu w szpitalu, ponieważ grypa przeobraziła się w zapalenie opłucnej. Ze szpitala pisałem: „Agatko, czy ty wiesz, jakie tu są nudy, całymi dniami leżę w łóżku, czytam książki i myślę o Tobie. List, który od Ciebie otrzymałem, znam już na pamięć. Nic nie mów moim rodzicom, że jestem chory, kocham ich bardzo i nie chcę, aby się martwili". Po wyjściu ze szpitala nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Byłem na zwolnieniu lekarskim, czasu miałem pod dostatkiem, włóczyłem się, więc po mieście, odwiedzałem kina, parki, kawiarnie — nudziłem się. „Gdyby Agatka tu była, jakże piękne byłoby życie, jak mile spędzalibyśmy czas. Z nią na pewno bym się nie nudził, ona jest zawsze taka wesoła" — myślałem. Wtedy postanowiłem wyjechać z Gliwic i poszukać pracy w Warszawie. Dzięki znajomym pracę znalazłem bardzo szybko w jednym z przedsiębiorstw księgarskich. Tutaj zaczęło się nowe życie. Agatka tymczasem skończyła technikum i zaczęła pracować. Zamieszkała tak jak i ja w jednym z podwarszawskich osiedli. Spotykaliśmy się prawie codziennie, chodziliśmy do kina, teatru, na długie spacery. Po kilku miesiącach byłem do niej tak przywiązany, że nie wyobrażałem sobie bez niej życia. Ona jednak coraz mniej miała czasu dla mnie. Tłumaczyła się nawałem pracy w przedsiębiorstwie, działalnością w kole ZMS itp. Z początku wierzyłem, lecz gdy jedna znajoma powiedziała mi, że Agata za robociarza nie wyjdzie, postanowiłem porozmawiać z nią poważnie. Nie wspominałem jej o tym, co usłyszałem. Mówiłem, jak bardzo ją kocham, jak pragnę przebywać z nią zawsze razem. A ona na to: „Przecież ja cię bardzo lubię, czy ci to nie wystarcza?" Chciałem krzyczeć, bić głową o mur, życie bez niej wydawało mi się puste i bezsensowne. Nic nie powiedziałem, spuściłem głowę, bo zdawało mi się, że znów uśmiech zaigrał na jej twarzy. Poszedłem do restauracji i spiłem się do nieprzytomności. Sen skończył się, moje marzenia o wielkiej miłości prysły, pozostała szara rzeczywistość. Coraz częściej szukałem zapomnienia w alkoholu, lecz zasoby gotówki wyczerpały się bardzo szybko, zostałem bez grosza, głodny i przygnębiony. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego ona mną pogardziła, czy rzeczywiście jestem do niczego, przecież nie jestem brzydki, czy chodzi jej może o to, że nie mam odpowiedniego wykształcenia. Wtedy przyszło olśnienie — przecież mogę jej dorównać, wybić się wyżej niż ona. Zapisałem się do zaocznego technikum ekonomicznego. Nowe obowiązki i otoczenie wpłynęły na mnie bardzo dobrze. Starałem się nie myśleć o Agacie, o tym, co nas łączyło. Po tej przygodzie z Agatą kobiet raczej unikałem, wpadłem w jakiś kompleks niższości. Od tego czasu minęło już prawie pięć lat, pracuję i uczę się. Pracę mam dobrą i ciekawą, co dzień mam do czynienia z książką. W tym roku szkolnym kończę technikum ekonomiczne i choć nie jest łatwo pogodzić naukę z pracą zawodową, to jednak jakoś sobie radzę. Po przygodzie z Agatą myślałem, że będę już zawsze nieszczęśliwy, lecz to przeminęło. Mam dziewczynę, z którą łączy mnie nie tylko miłość, lecz wspólny cel, wspólne zapatrywania i wiara w lepsze jutro.
|



